Autobus - to brzmi dumnie!

Kategoria: Szerokie horyzonty Opublikowano: wtorek, 03 grudzień 2013 Mikołaj Kuroczycki

Autobus nie jest tylko zwykłym środkiem lokomocji, to swoisty „wehikuł czasu", dzięki któremu można prześledzić historię motoryzacji oraz etapy rozwoju publicznego transportu drogowego.

 

Dla pasażerów jazda autobusem wygląda dość prosto – wsiadamy, wyjmujemy coś do czytania lub wyglądamy przez okno, dojeżdżamy i wysiadamy. Tymczasem masowy przewóz osób to niezwykle złożony i interesujący proces. Aby sprawnie działał, trzeba zgrać ze sobą wiele różnorodnych czynników: wyprodukować sam pojazd, zapewnić zaplecze logistyczne (części zapasowe, dworce, przystanki), wyznaczyć trasy, wyszkolić kierowców oraz personel pomocniczy, a na koniec umiejętnie koordynować całość działań. Statystyczni użytkownicy transportu publicznego nawet nie zdają sobie sprawy, w jakim skomplikowanym procesie biorą udział, wsiadając do autobusu.

 

Jeszcze kilkanaście lat temu przeciętnemu pasażerowi autokar drogowy kojarzył się z siermiężnym produktem gospodarki komunistycznej. Miał niewiele wspólnego z wygodą, ekonomiką użytkowania i zasadami estetyki, za to odznaczał się niezwykłą awaryjnością. Jako pierwsi zmiany na korzyść zainicjowali przewoźnicy turystyczni, wprowadzając do swojej floty komfortowe pojazdy, dysponujące m.in. klimatyzacją, wygodnymi, regulowanymi fotelami, a nawet pokładową toaletą i telewizorem. Turyści jeżdżący tymi nowoczesnymi maszynami przekonali się, że podróż autobusem może być naprawdę przyjemna. Wkrótce konieczność poprawy jakości usług dostrzegli także przewoźnicy na trasach stałych. Nastąpiła powszechna wymiana starych flot. Z ulic stopniowo znikały wysłużone Autosany i Ikarusy, a ich miejsce zajęły nowoczesne pojazdy Mercedesa czy polskiego Solarisa.
Współczesne autobusy w niczym już nie przypominają swoich ubiegłowiecznych kuzynów. Pierwsze standardowe maszyny do przewozu drogowego osób miały przednią szybę podzieloną „na pół" wspornikiem, podłogę z drewna, a siedzenia pasażerskie bardziej przypominały ławki parkowe niż dzisiejsze zgrabne foteliki. Niedostatki techniczne sprawiały, że wewnątrz często czuć było zapach spalin. Kierowca takiego pojazdu odgrodzony był od pasażerów jedynie cienką zasłonką i podróżował równie niewygodnie jak oni. Musiał też dysponować odpowiednią siłą mięśni, gdyż układ kierowniczy nie miał żadnego wspomagania. Obecne maszyny przeznaczone do transportu publicznego wyposażone są w cały system elektronicznych mechanizmów i czujników, które ułatwiają manewrowanie pojazdem, a stopień ich skomputeryzowania jest większy niż w statku kosmicznym Apollo. Pasażerom zapewniono udogodnienia o jakich nawet nie śnili użytkownicy autobusów w XX wieku. Automatycznie obniżane podłogi ułatwiają wchodzenie osobom starszym i niepełnosprawnym, a wnętrze wyposażone jest w regulowane fotele, oddzielne dla każdego siedziska lampy i nawiewy klimatyzacji, elektroniczny wyświetlacz kolejnych przystanków itp. W ekskluzywnych wersjach pojazdów dostępne są także zestawy rozrywkowe, ze słuchawkami i monitorami LCD, wbudowane centralnie w przedziale pasażerskim lub bezpośrednio w fotel.

 

Różnice w jakości i komforcie jazdy pomiędzy ubiegłowiecznymi a współczesnymi autokarami są tak wielkie, że można je porównać z przesiadką z bryczki do karety. I nie jest to koniec zmian. Trwa swoisty wyścig pomiędzy producentami pojazdów przeznaczonych do transportu publicznego. O ile obecnie wnętrze autobusu coraz bardziej przypomina przedział pasażerski samolotu, o tyle w niedalekiej przyszłości zacznie zapewne wyglądać jak kabina kosmicznego wahadłowca. I dobrze, nie ma co płakać za przestarzałymi, niewygodnymi oraz awaryjnymi maszynami. Jedyne, czego może być żal, to dawnych kasowników, które zostawiały na bilecie dwie sympatyczne dziurki, jak ślad po zębach wampira i tego, że już nigdy na lekcji polskiego nie zdarzy się dialog:
- Jasiu, jak miał na imię syn Dedala?
- ???
- Podpowiem ci: I...
- ???
- Ika...
- Już wiem! Ikarus!

 

Autor: Mikołaj Kuroczycki