FOMO, JOMO i ROMO – trzy sposoby reagowania na nadmiar świata

Żyjemy w epoce nadmiaru: informacji, możliwości, bodźców i wyborów. Media społecznościowe nie tylko pokazują nam świat, ale też nieustannie przypominają, że gdzieś poza nami dzieje się „coś więcej”, w czym warto by uczestniczyć. W odpowiedzi na ten stan „nadobfitości wydarzeń” pojawiły się trzy pojęcia opisujące różne strategie psychiczne: FOMO, JOMO i ROMO. Choć brzmią podobnie, odnoszą się do zupełnie innych doświadczeń.

1.   FOMO – lęk przed tym, że coś nas ominie

FOMO (Fear of Missing Out) – lęk, że nie uczestniczymy w czymś ważnym, atrakcyjnym lub wartościowym. Zjawisko to zostało opisane w psychologii jako efekt porównań społecznych, wzmacnianych przez media cyfrowe. Widząc fragmenty cudzych żyć, łatwo dojść do wniosku, że inni są bardziej aktywni, szczęśliwsi lub „lepsi” od nas. Porównania nasuwają się same: życie innych jest kolorowe i radosne, a nasze smutne i szare. Aby to zmienić, musimy więc nadążać za innymi i starać się być stale „na bieżąco”. W rezultacie rozwija się w nas FOMO z jego charakterystycznymi objawami: ciągłe sprawdzanie powiadomień, trudności z odpoczynkiem, impulsywne decyzje brania w czymś udziału. Efekt: postępująca frustracja (bo nigdy nie nadążymy za wszystkim) oraz przeciążenie poznawcze. Badania wiążą to zjawisko z podwyższonym poziomem stresu, obniżonym nastrojem, a także problemami ze snem. W praktyce FOMO rzadko prowadzi do satysfakcji – częściej do poczucia rozproszenia i chronicznego zmęczenia, co owocuje niezadowoleniem z siebie i swojego życia.

2.   JOMO – radość z bycia poza obiegiem

Jako odpowiedź na FOMO pojawiło się JOMO (Joy of Missing Out), czyli „radość z przegapiania”. JOMO promuje celowe wycofanie się z nadmiaru bodźców, celebrację prostoty i bycia offline. To świadoma radość z tego, że nie jesteśmy wszędzie i nie robimy wszystkiego. Przyjemność płynąca z odpuszczania wydarzeń, bodźców i presji społecznej na rzecz spokoju, własnego rytmu oraz prawdziwego odpoczynku. W przeciwieństwie do FOMO, JOMO nie opiera się na lęku, lecz na wyborze – „nie muszę, bo chcę żyć inaczej”. To postawa, która podkreśla wartość ciszy, nudy, celowość ograniczania wyborów, a także pogodną akceptację, że nie wszystkich „fajnych wydarzeń” doświadczymy i na pewno coś nas ominie. Choć JOMO bywa przedstawiane jako lekarstwo na cyfrowe przeciążenie, nie zawsze trafnie oddaje rzeczywiste emocje. To po prostu mała, codzienna praktyka bycia tu i teraz, bez poczucia straty. Dla wielu osób odpuszczanie nie wiąże się jednak z radością, lecz raczej z cichym westchnieniem ulgi. I właśnie w tym miejscu pojawia się trzecie pojęcie.

3.   ROMO – ulga zamiast straty

ROMO (Relief of Missing Out) oznacza ulgę z powodu tego, że coś nas ominęło. To nie euforia ani bunt wobec świata, lecz spokojne poczucie, że rezygnacja była świetną decyzją. ROMO pojawia się wtedy, gdy świadomie nie bierzemy udziału w czymś, co byłoby dla nas kosztowne emocjonalnie, czasowo lub energetycznie. Z perspektywy psychologicznej można je interpretować jako efekt wzrostu autonomii i lepszego rozpoznawania własnych granic. Zamiast pytać „co tracę?”, zmieniamy pytanie na „co zyskuję?”. ROMO sprzyja regulacji stresu, ograniczaniu nadmiaru informacji i bardziej selektywnemu podejmowaniu decyzji. To stan, w którym czujemy zadowolenie, że nie uczestniczymy w czymś, co byłoby dla nas stresujące, czasochłonne lub po prostu zbędne. Zamiast „ojej, coś mnie ominęło” pojawiają się myśli „jak dobrze, że mnie tam nie było” lub „na całe szczęście ominął mnie ten chaos”. Nie chodzi tu o bunt czy opór, lecz o spokojną ulgę. Pojawia się poczucie, że nic nie tracimy, a wręcz zyskujemy: czas, energię, ciszę i kontakt ze sobą. Żeby było jasne: nie mówimy o izolacji i zaprzestaniu różnych aktywności w życiu. Celem jest uczciwa odpowiedź na pytanie: „czy to, co robię, wzbogaca mnie czy obciąża?”. Jeśli nadmiar „uczestnictwa w świecie” mnie dołuje – odpuszczam i wreszcie mogę zaczerpnąć szeroki oddech.

Trzy postawy – trzy strategie adaptacyjne

FOMO, JOMO i ROMO nie są cechami osobowości, lecz strategiami reagowania na współczesny świat. FOMO opiera się na lęku i porównywaniu się z innymi. JOMO proponuje radość z rezygnacji. ROMO natomiast wprowadza element dojrzałości emocjonalnej – akceptację faktu, że nie wszystko musi być dla nas.

W świecie, który nieustannie zachęca do „więcej”, ROMO może być cenną przeciwwagą. Nie jako kolejna moda czy hasło, lecz jako praktyka świadomego wyboru. Bo czasami najzdrowszą reakcją na nadmiar jest nie lęk, nie entuzjazm, ale zwykła, kojąca ulga „bycia poza chaosem”. Żeby nie „zadławić się światem” wybieramy smakowanie życia łyżeczką, a nie chochlą.