Wysoko w górach, tam gdzie chmury suną tuż pod stopami, a wiatr niesie szepty dawnych opowieści, można czasem zobaczyć coś niezwykłego. Na mlecznej zasłonie mgły pojawia się ogromna, ciemna postać. Ma rozłożone ręce, porusza się wraz z nami, a wokół niej jarzy się tęczowa poświata. Nawet współcześnie takie zjawisko robi niesamowite wrażenie, zaś dla naszych przodków musiał to być szok – oto ujrzeli Ducha Gór!
W kulturze europejskiej góry od zawsze były przestrzenią graniczną – miejscem spotkania świata ludzi i świata duchów. W Sudetach opowiadano o Liczyrzepie lub Karkonoszu, w Alpach o tajemniczych widmach, w Karpatach o Strażnikach przełęczy, w Beskidach o siłach diabelskich…
O co w tym chodzi?
Samotny świetlisty wędrowiec to tak naprawdę „mamidło”, jedno z najbardziej fascynujących zjawisk optycznych obserwowanych w górach – Widmo Brockenu. Swoją nazwę zawdzięcza szczytowi Brocken w paśmie Harz w Niemczech. Góra ta od wieków była owiana tajemnicą i kojarzona z duchami oraz czarownicami. (W literaturze utrwalił ją m.in. Johann Wolfgang von Goethe, opisując sabat czarownic na Brocken w „Fauście”). Nic więc dziwnego, że gdy na zboczach pojawiała się gigantyczna świetlista postać, wyłaniająca się z mgły, natychmiast uznawano ją za nadprzyrodzoną istotę. Zwykle za opiekuna szczytu, duszę zmarłego wspinacza, diabła lub ducha ostrzegającego lekkomyślnych turystów przed nieszczęściem.
W Polsce z Widmem Brockenu najczęściej można spotkać się w Tatrach, ale widuje się je również w niższych górach. Zjawisko to zaobserwowano m.in. w Beskidzie Żywieckim, w okolicach Małej Babiej Góry.
Na czym to polega?
Widmo Brockenu pojawia się, gdy spełnione są trzy warunki:
- obserwator stoi wyżej niż warstwa chmur lub pasmo mgły,
- słońce znajduje się nisko i świeci zza jego pleców,
- krople wody w chmurach / mgle rozpraszają światło.
Na chmurze poniżej widoczny jest wtedy powiększony cień obserwatora. Często otacza go barwna obwódka zwana glorią – efekt dyfrakcji i interferencji światła na drobnych kropelkach wody. Co ciekawe, postać porusza się dokładnie tak, jak my. Unosimy rękę – widmo unosi rękę. Kłaniamy się – cień również się kłania. W czasach, gdy nie znano praw optyki, takie „naśladowanie” zwykle budziło grozę. Interpretowano je jako próbę nawiązania przez ducha kontaktu z nami lub wręcz jako przedrzeźnianie nas. W rzeczywistości człowiek widział… samego siebie.
Mamidło górskie – między nauką a legendą
Z widmem Brockenu związana jest taternicka legenda (spopularyzowana przez Jana Alfreda Szczepańskiego), według której osoba, która ujrzy je po raz pierwszy, zginie w górach. Urok ten odwraca dopiero trzykrotne zobaczenie tego zjawiska, a o taki zbieg okoliczności nie jest łatwo.
Dlaczego mamidło wywoływało (i nadal wywołuje) tak silne emocje?
- Skala – cień może wydawać się kilkukrotnie większy niż rzeczywista sylwetka.
- Izolacja – często obserwator jest sam na szczycie.
- Warunki atmosferyczne – mgła, wiatr i cisza potęgują napięcie.
- Złudzenie niezależności – ruch widma bywa lekko opóźniony z powodu falowania mgły.
Widmo Brockenu jest pięknym przykładem tego, jak natura inspiruje folklor do stworzenia mitu. Zjawisko naturalne, rzadkie i spektakularne, trafia na podatny grunt wyobraźni – staje się opowieścią. Opowieść – legendą. A legenda – częścią kultury. Jest prawdą – bo zjawisko istnieje i ma konkretne, fizyczne wyjaśnienie. Równocześnie jest też mitem – bo przez wieki interpretowano je jako objawienie Ducha Gór.
Dziś rozumiemy fizykę światła, a i tak możemy poczuć dreszcz, gdy wędrując po grani zobaczymy we mgle przed sobą świetlistą postać. Bo choć wiemy, że to tylko cień, w głębi duszy nadal lubimy wierzyć, że góry mają swoich duchowych strażników.

