icy
Górskie lasy od wieków dawały schronienie zbójnikom. Zorganizowane grupy zbójeckie działały na terenie całych Karpat. W Beskidach (gł. Beskidzie Niskim) zwano ich beskidnikami. Stanowili realne zagrożenie dla traktów handlowych, mieszkańców wsi oraz miast po obu stronach Beskidu: na pograniczu ziem polskich i należących wówczas do Królestwa Węgier. Beskidnicy nie byli wybredni, rabowali wszystkie miejsca, w których spodziewali się znaleźć lepsze łupy: bogatych gospodarzy, dwory pańskie, plebanie, a nawet kościoły (w Rymanowie zachował się obraz kościelny przedstawiający rabusia strąconego z ołtarza, gdy chciał zabrać wota). Kradli zarówno pieniądze, rzeczy wartościowe, jak i drobniejsze przedmioty. Najchętniej jednak rabowali bydło, aby potem sprzedać je na Węgrzech.
Pomimo napaści na miejsca święte część bandytów była mocno przesądna. Zachowała się opowieść o zbójniku Wasylu Bajusie, który często napadał na włości starosty Jana Wielopolskiego, z zemsty, że ten mocno „prześladował” opryszków. Starosta wpadł więc na pewien pomysł: przywiózł kopię watykańskiego obrazu Chrystusa ukrzyżowanego, podarowaną mu przez papieża Innocentego XI. Bajus tak się wówczas wystraszył kary bożej, że zaprzestał nękania starosty.
Beskidzkie bandy zbójeckie działały już w XV w., co potwierdza najstarsza wzmianka o zbójnikach w Beskidzie Niskim z 1413 r. Liczyły od 10 do nawet 90 i więcej osób. Były nie tylko dobrze uzbrojone, ale i mocno zdeterminowane. Z 1597 r. pochodzi opis jednego z dokonanych napadów:
„(…) Nocnym obyczajem łotrowskim do wsi Łupkowa nadeszli na dom męża jej wybili pomienionego Oleska, w nocy już śpiącego, naprzód syna zabili i zamordowali na dworcu leżącego; na tym mało mając, podkopawszy się do komory, drzwi wyłamawszy, do sieni a potem do izby się dobywając, podwiką głowę jej zakrywszy, samą dusić począł, i rozumiejąc być ją martwą, rzucili się do łoża, na którem mąż jej leżał, pijany będąc, o niczem nic nie wiedząc, haniebnie porąbali i zamordowali. Tamże zaraz komorę, skrzynie splądrowali, tak pieniądze, szaty, suknie (…) pobrali”.
Proceder zbójnictwa nasilił się w XVII w. podczas zamieszek na Ukrainie. W czasie wojny z Kozakami część beskidników porozumiała się z Chmielnickim i wspólnie napadali praktycznie bezbronne dwory. Wówczas jedną z przyczyn zbójnictwa była chęć ucieczki młodych chłopców od przymusowej branki do wojska na kilkanaście lat.
W obawie przed rabusiami we wsiach wznoszono wieże strażnicze, dwory obwarowywano, a kupcy wynajmowali oddziały zbrojne dla ochrony przed opryszkami. Do zwalczania zbójników i ochrony granicy powołano harników (chorągwie konne), a także piesze oddziały smolaków (osób zajmujących się wyrobem m.in. smoły). Zwykle pochodzili oni z tych samych wsi co bandyci, doskonale więc znali góry i okoliczne lasy. Złapanych opryszków sądzono na miejscu. Sprawy o morderstwa i grabieże trafiały do sądów gromadzkich, w skład których wchodzili właściciele i dzierżawcy wsi, a także wybrani jej mieszkańcy. Sądy te miały prawo orzekać wyroki, nawet z karą śmierci.
Zbójnictwo w Beskidach przetrwało do połowy XIX w., dając temat do wielu lokalnych opowieści i przy okazji mocno wyolbrzymiając czyny rabusiów, np.:
„W bardzo dawnych czasach w okolicy Magury Wątkowskiej przebywał groźny herszt zbójnicki o nazwisku Kornut. Dowodził on bandą złożoną ze stu zbójów. Swymi wyprawami sięgał aż po sąsiednie stolice. Napadał na Wiedeń, Budapeszt, Pragę, Moskwę. Zewsząd znosił bogate łupy w postaci złota i innych kosztowności, porywał też córki królów i carów, a następnie zabijał w swej jaskini. Czasem ukazuje się jego duch stojący na straży zbójeckich skarbów”.
Nie należy oczywiście traktować tej opowieści jako dokumentu historycznego. Jej przesada jest właśnie tym, co czyni ją interesującym przykładem ludowej legendy zbójnickiej.
Niestety, dobrego materiału etnograficznego z okolic Beskidów jest niewiele, być może zbyt późno zainteresowano się jego zbieraniem. Jednak nawet zachowane przekazy pokazują, że rzeczywisty zbójnik szybko przestawał być jedynie przestępcą. W ludowej wyobraźni wyrastał na postać niezwykłą – obdarzoną nadludzką siłą, znającą tajemne sposoby ochrony i mającą kontakty z diabłami czy czarownicami. Z czasem granica między historią a opowieścią zaczęła się zacierać. Prawdziwe napady, zasłyszane historie, strach, wyobraźnia i potrzeba niezwykłości splatały się w jedno. Zbójnik stawał się bohaterem opowieści, a jego czyny rosły z każdym kolejnym przekazem. Tak właśnie rodziła się legenda.
P.S. Wiele informacji dotyczących beskidników, ich działalności oraz ludowych przekazów o zbójnikach pochodzi z opracowania Andrzeja Karczmarzewskiego „Świat Łemków”.

