Zanim pojawiła się „wiedźma” z bajek i procesów czarownic, istniała wiedunka – kobieta posiadająca wiedzę. Leczyła ziołami, odbierała porody, znała cykle natury, rytmy ciała oraz zasady i rytuały wspólnoty, w której żyła. Była potrzebna, szanowana i mocno osadzona w lokalnym świecie. Jak więc doszło do tego, że ta sama postać z czasem zaczęła budzić lęk, a jej wiedza została uznana za niebezpieczną?
Wiedunka – kobieta wiedząca, po „dobrej stronie mocy”
Słowo wiedunka (podobnie jak wiedźma) wywodzi się od rdzenia „wied-”, oznaczającego wiedzę, rozpoznanie, rozeznanie. W społecznościach przedchrześcijańskich wiedunka była zielarką, znachorką, akuszerką, czasem doradczynią w sprawach rodzinnych i rytualnych. Jej autorytet nie wynikał z instytucji, lecz z doświadczenia i skuteczności. Była strażniczką wiedzy praktycznej – tej, której nie spisywano w księgach, ale przekazywano ustnie z pokolenia na pokolenie. Wiedzy o ciele, roślinach, pogodzie, snach, obyczajach wspólnoty i relacjach międzyludzkich itp. Wiedunkę szanowano, ale się jej nie bano; wierzono, że zawsze stoi po stronie dobra.
Czarownica – figura ambiwalentna, pomiędzy dobrem a złem
Wraz z umacnianiem się instytucjonalnej religii chrześcijańskiej wiedunka zaczęła być postrzegana jako figura podejrzana, działająca poza kontrolą wspólnoty oraz oficjalnych kapłanów. Kościół coraz uważniej przyglądał się jej życiu, posądzając o stosowanie zakazanych praktyk magicznych. Rosnąca wiary w czary zamieniła „kobietę wiedzącą” w czarownicę. Proporcje się odwróciły: obawa przed jej wiedzą i działalnością zaczęła być większa niż zaufanie do jej dobrych intencji. Dla prostych ludzi czarownica nie zawsze była jednoznacznie zła. W wielu ludowych wierzeniach to po prostu ktoś, kto „znał się na rzeczach niewidzialnych”, potrafił wpływać na rzeczywistość poprzez słowo, gest, intencję (czyli „magię”). Lęk mieszał się tu z szacunkiem. Dla Kościoła taka osoba stała się jednak niewygodna.
Wiedźma – wspólniczka diabła
Kluczowy moment na ostateczne zniesławienie „kobiety wiedzącej” przypadł na późne średniowiecze i wczesną nowożytność (XV–XVII wiek). To czas wielkich zmian: kryzysów klimatycznych, epidemii, wojen, reformacji, centralizacji władzy i rozwoju Kościoła jako instytucji kontrolującej wiedzę oraz narzucającej interpretację świata. Proces „demonizacji kobiet wiedzących” był stopniowy. Wiedza ludowa zaczęła konkurować z rodzącą się medycyną akademicką i teologią. To, co było oparte na wielowiekowym doświadczeniu i znajomości praw przyrody, zaczęto nazywać „czarami”. To, co naturalnie działało – tłumaczono paktem z diabłem. Tu już nikt nie miał wątpliwości: wiedźma zawsze stała po stronie zła (rzucała uroki i klątwy, szkodziła ludziom oraz zwierzętom). Należało ją zniszczyć.
Skąd ten zwrot?
Wiedźma nie jest postacią historyczną, lecz konstruktem kulturowym. To projekcja lęków: przed chorobą, śmiercią, seksualnością, niezależnością kobiet i tym, czego nie da się łatwo wyjaśnić. Znachorka lecząca skuteczniej niż lekarz, akuszerka decydująca o porodzie, kobieta znająca naturalne środki poronne lub antykoncepcyjne – wszystkie te role podważały męską, instytucjonalną kontrolę nad życiem. Postać wiedźmy stała się symbolem wszystkiego, co nie mieściło się w nowym porządku świata, zdominowanym przez mężczyzn. Polowania na czarownice były nie tyle walką z magią, co walką o kontrolę nad wiedzą, ciałem kobiety i interpretacją rzeczywistości na sposób patriarchalno-religijny.
Kontekst słowiański i beskidzki: doświadczenie, rytuały i „zła” siła
W tradycji słowiańskiej „kobieta wiedząca” naturalnie uczestniczyła w życiu wspólnoty. W Beskidach, gdzie kultura ludowa silnie wiązała się z rytmem przyrody a granica między światem żywych i duchów była płynna, rola wiedunki należała do szczególnie istotnych. Znachorki znane były nie tylko z zielarskich umiejętności, lecz także z „czytania” znaków przyrody, przewidywania pogody, tłumaczenia snów, a nawet rozpoznawania „chorób duszy” (zazdrości, melancholii, strachu itp.). Jednocześnie w regionie tym funkcjonowało silne przekonanie o istnieniu „złych duchów”, które mogą być przyczyną chorób lub konfliktów w społeczności. W takiej atmosferze wiedza o ziołach, rytuałach ochronnych czy magicznych praktykach była postrzegana ambiwalentnie: jako pomoc, ale też jako potencjalne zagrożenie. Dlatego w folklorze Beskidów często spotykamy postaci, które są jednocześnie „pomocne” i „niebezpieczne” – kobiety, które leczą, ale też same potrafią „rzucić zły urok”. W tym sensie proces „przemiany” wiedunki w wiedźmę był szczególnie łatwy w społecznościach górskich: gdy brakowało wyjaśnień dla chorób, suszy czy śmierci; łatwo było wskazać winnego w osobie, która posiadała wiedzę i moc – bo właśnie ona była najbardziej widoczna, a jednocześnie najmniej kontrolowana przez instytucje.
Historia wiedunki – czarownicy – wiedźmy przypomina, że wiedza nigdy nie jest neutralna. Zawsze istnieje pytanie: kto ją posiada, kto ją uznaje i kto się jej boi.

