Słowiańskie „mantry”, czyli między zaklinaniem a współczesną tradycją

Współcześnie można znaleźć wiele słów i krótkich tekstów określanych jako „mantry słowiańskie”. W Internecie pojawiają się między innymi „mantra Peruna”, „Mokoszy” czy „Welesa”, a także formuły mające rzekomo pochodzić z przedchrześcijańskiej religii Słowian. Brzmi to interesująco, szczególnie dla osób fascynujących się dawną kulturą. Problem polega na tym, że nie dysponujemy źródłami, które potwierdzałyby istnienie słowiańskich mantr w takim znaczeniu, w jakim termin ten funkcjonuje w tradycjach religijnych Azji i buddyzmu. Nie oznacza to jednak, że dawni Słowianie nie przywiązywali znaczenia do wypowiadanych słów. Wręcz przeciwnie. W kulturze ludowej zachowało się wiele przykładów zaklęć, zamawiań, formuł leczniczych oraz ochronnych. Są one rzeczywiście ciekawym i dobrze udokumentowanym materiałem.

Mantra to nie po prostu „magiczne słowa”

Słowo „mantra” pochodzi z sanskrytu i odnosi się do formuł słownych lub sylab powtarzanych w określonym kontekście religijnym czy medytacyjnym. Ich znaczenie oraz funkcja są związane z konkretnymi tradycjami duchowymi, przede wszystkim hinduizmem i buddyzmem. Dlatego nie każde powtarzane słowo / wyrażenie można automatycznie nazwać mantrą. Można znaleźć podobieństwa funkcjonalne, ale nie oznacza to, że mamy do czynienia z tym samym zjawiskiem kulturowym.

Co zamiast mantr?

W źródłach etnograficznych dotyczących kultury słowiańskiej spotykamy różne określenia takich tekstów, np.:

  • zaklinania i zamawiania – w tradycji ludowej zachowały się formuły wypowiadane przy leczeniu, ochronie przed chorobą czy „odczynianiu”. To właśnie one są najbliższe temu, co dziś ktoś mógłby nazwać słowiańską mantrą,
  • formuły obrzędowe – powtarzane słowa, przyśpiewki i wezwania towarzyszyły obrzędom dorocznym, weselnym czy pogrzebowym,
  • modlitwy i pieśni ludowe – szczególnie te, które łączyły elementy chrześcijańskie z wcześniejszymi wyobrażeniami ludowymi,
  • zaklęcia zapisane w źródłach etnograficznych – istnieją autentyczne przykłady takich tekstów, ale pochodzą głównie z późniejszych przekazów ludowych, a nie z czasów pogańskich Słowian.

Słowo jako narzędzie działania

W dawnych kulturach słowo nie było traktowane wyłącznie jako sposób przekazywania informacji. Miało być działaniem – coś sprawić, odwrócić lub przywrócić właściwy porządek. Charakterystyczne są przy tym powtórzenia, rytmiczność, określona konstrukcja wypowiedzi, czasem też prosta „zawodząca” melodia. To właśnie sprawia, że współczesnemu odbiorcy niektóre zamówienia-modlitwy mogą przypominać mantry. Podobieństwo jest jednak jedynie funkcjonalne, a nie historyczne. Wypowiedzenie określonej formuły było częścią danego rytuału. Znaczenie miały nie tylko same słowa, ale również kto je wypowiadał, kiedy, w jakim miejscu i przy jakiej czynności. W ludowych praktykach leczniczych formuła słowna mogła towarzyszyć na przykład wykorzystaniu ziół, obmywaniu chorego, wykonywaniu określonych gestów czy wyznaczaniu czasu zabiegu. To bardzo ważny element tradycyjnej kultury: leczenie było postrzegane jako wspólne działanie fizyczne i duchowe. Odpowiednio dobrane rośliny, przedmioty, gesty, słowa i rytuały tworzyły jeden spójny system.

Czy znamy autentyczne słowiańskie teksty?

Tak, ale sytuacja jest bardziej skomplikowana, niż sugerują współczesne publikacje. Przedchrześcijańska religia Słowian pozostawiła po sobie bardzo niewiele bezpośrednich źródeł pisanych. Większość informacji o dawnych wierzeniach pochodzi z późniejszych zapisów kronikarskich, archeologii, porównań językowych oraz materiału folklorystycznego. Wiele zamówień i zaklęć znamy ze znacznie późniejszych badań etnograficznych. Zostały zapisane od mieszkańców wsi przez badaczy folkloru często dopiero w XIX i XX wieku. Nie możemy więc po prostu powiedzieć: „To zaklęcie jest starosłowiańską mantrą.” Możemy natomiast powiedzieć: „Jest to formuła zachowana w tradycji ludowej, która może zawierać bardzo stare elementy wyobrażeń i praktyk.” Teksty określane jako „słowiańskie mantry” nie powinny być zatem automatycznie uznawane jako zabytki dawnej religii słowiańskiej. W wielu przypadkach są współczesnymi rekonstrukcjami, twórczością neopogańską lub tekstami jednie inspirowanymi słowiańszczyzną. Niektóre z nich mogą być wartościowym nawiązaniem do zapomnianej kultury, nie należy jednak przedstawiać ich jako autentycznych tekstów przekazanych przez dawnych Słowian, zwłaszcza gdy nie ma na to źródłowego potwierdzenia. Istnieje zasadnicza różnica między: współczesną modlitwą inspirowaną słowiańszczyzną” a „autentyczną słowiańską modlitwą zachowaną w źródłach”.

Dlaczego współcześnie powstają „słowiańskie mantry”?

Łatwo to zrozumieć. Dzisiejszy człowiek szuka prostych sposobów kontaktu z dawną tradycją. Mantra jest formą dobrze znaną z kultury popularnej: krótką, rytmiczną, powtarzalną i kojarzoną z wyciszeniem oraz duchowością. Nic więc dziwnego, że pojawił się pomysł stworzenia jej odpowiednika inspirowanego słowiańskimi bogami i symbolami. Samo tworzenie takich współczesnych form nie jest niczym złym. Problem pojawia się dopiero wtedy, gdy przedstawia się je jako odkryty fragment zaginionej religii Słowian. Czy można więc mówić o „słowiańskiej mantrze”? Można – ale najlepiej zaznaczyć, że jest to określenie symboliczne. Jeżeli ktoś powtarza dziś krótką formułę inspirowaną słowiańską symboliką, może nazywać ją swoją mantrą, czemu nie? Jest to współczesna praktyka duchowa. Jeśli jednak chcemy mówić o historii i kulturze, uczciwiej będzie używać określeń takich jak zamówienie, zaklęcie, formuła ochronna / obrzędowa czy modlitwa ludowa – zależnie od charakteru konkretnego tekstu.

Dawne słowo nie potrzebuje dorabianej legendy

Nie mamy pewności, jak dokładnie wyglądały słowiańskie praktyki religijne przed chrystianizacją. Mamy natomiast ślady późniejszej tradycji ludowej, w których zachowała się silna wiara w rzeczywistą, sprawczą moc słowa. Internetowe teksty typu „mantra Mokoszy”, „mantra Peruna”, „mantra Swaroga” czy „słowiańskie mantry żywiołów” są najczęściej współczesnymi rekonstrukcjami albo twórczością neopogańską, a nie faktycznymi zabytkami dawnej religii słowiańskiej. Nie należy ich przedstawiać jako autentycznych starosłowiańskich tekstów. Istnienie zamówień, zaklęć i formuł leczniczych samo w sobie jest już wystarczająco interesujące. Ten materiał rzeczywiście można porównać do współczesnego pojęcia „mantry”, jednak z zastrzeżeniem, że jest to tylko analogia, a nie dowód na istnienie słowiańskich mantr. Nie trzeba wymyślać „tajemnej wiedzy Słowian”, żeby tradycja była fascynująca.